Refleksje na temat drogi wybranej
czwartek, 27 września 2007
Trudne sytuacje

Po raz pierwszy od kilku lat, kiedy to zacząłem studiować wszelkie materiały dotyczące judaizmu, zostaje postawiony w trudnej sytuacji. W najbliższy weekend udajemy się z moją drugą połową oraz naszym małym potomkiem na ślub bliskiej nam osoby. Owym problemem jest to, że ślub ten odbędzie się w kościele katolickim, a jak niektórzy wiedzą, w moim życiu staram się wyznawać zasady judaizmu, w których to zakazane jest Żydom wchodzić do wszelkich miejsc kultu religijnego obcego wyznania. Patrząc na to, z punktu widzenia niektórych osób, nie powinienem się tym zakazem przejmować, ponieważ sam Żydem nie jestem, więc i zakaz mnie nie dotyczy. Niestety, nie przyjmuję takiego wytłumaczenia, ponieważ zaczynając zagłebianie się w tajniki owej religii, przyjąłem na siebie ciężar jej praw. Już raz poradziłem sobie z taką sytuacją, gdyż działo się to w mojej miejscowości, w której każdy z mojej rodziny wie jakie zasady wyznaje. Jednak w tym przypadku ślub odbędzie się w małej mieścicnie (sądzę, że nie mieszka tam więcej niż 1000 mieszkańców), gdzie każdy każdego zna, zapewne.

W sumie to od samego początku, stawiany zostaje w podobnych sytuacjach i nie było przypadku, z którym bym sobie nie poradził. Mam nadzieję, że przynajmniej Młoda Para nie będzie miała do mnie pretensji, o brak mojej obecności, przy akcie zawarcia ślubu. Jest jeszcze szansa na wynagrodzenie im tego czynu, podczas przyjęcia weselnego, mam nadzieję.

czwartek, 20 września 2007
Nowe wyzwania, oczekiwania

Po przyjeździe do kraju niezwłocznie postanowiłem uruchomić własną firmę, o której to planach śniłem nocami będąc na obczyźnie. Myślałem, że potrwa to najwyżej tydzień tj. udam się do naszego Urzędu Miasta, gdzie dokonam wpisu do ewidencji działalności gospodarczej (tu poszło gładko), następnie do Urzędu statystycznego (też nie najgorzej), dalej do banku po konto firmowe, z którym to miałem udać się do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i Urzędu Skarbowego.

Podkreślam, że miałem, gdyż minęły już dwa tygodnie, a jak umowy rachunku i karty bankowej nie ma, tak i nie wiem kiedy będzie. A w oddziale banku zapowiadało się nienajgorzej. Dałem się namówić na konto osobiste, które to połączone jest z owym, tak długo oczekiwanym kontem, nie płacąc przy tym ani grosza za utrzymanie, a wyrabiając je zaledwie w 10 minut. Nawet zdążył już dotrzeć wyciąg ze stanem konta na miesiąc bierzący. Ale po co mi konto osobiste, jeżeli nadal nie mam firmowego z którego to dochody będą przelewane. Najgorsze, że nie jest to zwykły, komercyjny bank, który charakteryzuje się malutkimi placówkami, zajmującymi się głównie kredytami w 5 minut, tylko jeden z największych banków w naszym kraju.

Dziś wieczorem odbieram projekt strony internetowej, który to miał zakończyć cały etap przygotowań do rozpoczęcia działalności. Ale banki zapewne nie rozumieją, że w niektórych firmach jedyną formą płatności jest przelew na konto. No cóż... pozostaje mi czekać... lub rozdać pierwsze towary za darmo (jako forma reklamy)...

sobota, 01 września 2007
Pustka na własne życzenie

Ostatnio ogarnia mnie brak "wylewności" (jak to ujęła, pewnego razu, znajoma mi osoba). Możliwe że skłamałem, pisząc, że nie zamieściłem żadnej notatki na moim blogu, tłumacząc się przede wszystkim brakiem czasu. Mogłem poprostu napisać:

"Chciałem poinformować moich czytelników, że w najbliższym czasie (aż do nadrobienia wiedzy na temat jakichkolwiek informacji, czy to ważnych, czy też nie), na blogu owym nie pojawią się nowe treści."

Próbuje dojść do tego jak to się stało, choć wiem że na ogół naprawdę nie jestem osobą wylewną. To i tak sukces, że tutaj potrafię coś umieścić. Na chwilę obecną tłumaczę sobie zaistniałą sytuację, jako wynik przerwy w mojej nauce (w jakimkolwiek kierunku), co głównie spowodował wyjazd za granicę. Ale w jaki sposób mój wyjazd mógł spowodować brak czasu, jeżeli wolnych i wynudzonych chwil miałem tam zbyt wiele. Tak właśnie to wygląda w mojej sytuacji, ponieważ każdy taki wyjazd niszczy mój normalny harmonogram życia codziennego. Zamiast przeznaczyć wolne chwile przynajmniej odrobinę do nauki, wolałem przespacerowywać je wszystkie ulicami Londynu. A gdy już wracałem do domu, nie byłem w stanie zabierać się do lektury, gdyż z powodów kulinarnych większość wieczoru spędzałem w kuchni. No więc co z czasem przed snem, było go nadal wiele, lecz jakże odmówić mojemu współlokatorowi krótkiej rozmowy po całym dniu mojej nieobecności (a uwierzcie mi, że w przeciwieństwie do mnie, jest bardzo rozmowny). Tak więc dni mijały i nic nowego do mnie nie docierało. Nie sądze, aby to mnie usprawiedliwiało, ale w pewien sposób chciałbym się obronić przed własnym sumieniem. Zawiniłem, więc teraz muszę to nadrobić.